zbojnickiegroup nalezymy

Niesztampowy pomysł na imprezę integracyjną!

Najstarsza pieśń o Janosiku zbójniku

Najstarsza pieśń o Janosiku zbójniku

 

Posłuchajcie proszę, bracia i siostrzyczki,

Co wam będę śpiewał z tej mojej książeczki:

O jednym młodzieńcu, kawalerze śwarnym,

W Liptowskiej dziedzinie, o wojaku sławnym.

Był miana pięknego, Janosikiem zwany,

Choć z rodu prostego, junak wielki, znany.

Bywał on hetmanem, ten to wojak młody,

Z huzarami chodził, cesarzowi służył.

Kiedy z wojny przyszedł, kiedy służbę rzucił,

Do domu, do ojca, do wsi swojej wrócił.

Zaczął gospodarzyć i gazdować godnie,

Ale na daniny rozgniewał sie groźnie,

Że musieli dawać porcje takie wielkie.

Panowie, ich słudzy — trapili ich srodze.

Potem się zaś udał na zbój z pachołkami,

Co ich nawerbował, co im hetmanował

Pasterze, wieśniaki i uczone żaki,

Co to już umieli przeskakiwać buki,

Wpierw przyszli pod regle siłę pokazywać,

To sie tam uczyli buki przeskakiwać.

Potem gdy już dobrze byli nauczeni,

Strzelali, skakali po gajów zieleni.

Potem się wybrali szczęścia popróbować,

Jak im posłużyło, nie chcieli poniechać.

I tak se zbijali przez nieliczne lata,

Po miastach i po wsiach czyniąc wielkie straty.

Klasztory, urzędy, domy rabowali,

Przychodzili nocą i ze strzelb strzelali.

Ale zbójowali po obcych dziedzinach,

Żeby ich nie poznał krajan lub rodzina.

Karczmy i pałace, ziemiańskie zagrody,

Wielce napastował Janosik, chłop młody.

A co se pieniędzy, dostatków zdobyli,

Nieśli je do góry i tam sie dzielili.

Najlepszą część skarbów Janosik zachował,

Między wierchy w Tatrach, w skałach je pochował.

Zawsze mądrze działał między pachołkami,

Rady dobre dawał im przed wyprawami.

I tak se go potem hetmanem obrali,

Jego junaczkowie pilnie warowali,

A kiedy se legnął w górach pod buczynke,

Straż nad nim dzierżyli, żeby pospał chwilkę.

Wokoło po górach, na każdym szałasie

Jeść i pić co mieli ci jego junacy.

A gdy sie najedli, potem tańcowali,

Muzyce grać sobie na gajdach kazali.

Skakali wesoło, coraz zakrzyknęli,

Hej, silni i wartcy ci junacy byli,

Tyle że ta siła ich niedługo trwała,

Wzięli się rozpierzchli od swego hetmana.

Najpierw opuszczony, potem był zdradzony,

U gazdy w chałupie został pochwycony.

Bo to przepłacili pany gazdę jego,

Żeby go przez zdradę wziął do domu swego.

Gdy nadeszła zima, zbójectwa niechali,

Póki przyszło lato, służbę przyjmowali.

Janosik też służył u gazdy w szałasie.

Fałszywy Gajdosz zdradził go w tym czasie.

Choć z nim w góry chodził, chociaż razem zbijał,

Przecie go i zdradził, kiedy se popijał.

W karczmie przy gorzałce z hajdukami siedział,

Jak już sobie podpił, to tak im powiedział:

„My byśmy sie jeszcze więcej przynapili,

Gdybym wam powiedział o czymś, moi mili.

Dałby pan nam za to nagrodę bogatą".

Potem zaś hajducy pytali go o to.

I tak im powiedział o swoim hetmanie,

Że dobrze wie o tym, gdzie ma bytowanie.

Zaraz to hajducy panu oznajmili.

Pan im dał na wino, żeby sie napili.

Wnet Niemców, hajduków, wieśniaków zegnali,

Żeby go u gazdy, gdzie służył, łapali.

Tak ten gazda poszedł na szałas po niego,

Żeby szedł do domu, bo jednać będzie go.

Kie szli do chałupy, siekierkę mu z rąk wziął,

Udał, że kuleje, chce podeprzeć się nią.

Gdy przyszli do domu, w izbie ludzi pełno,

Nie miał się czym bronić, pięścią pobił wielu.

W rękach swych nic nie miał, kiedy go łapali,

A jeszcze mu grochu pod nogi sypali.

A jak go złapali, zaraz go związali,

Niemcy i hajducy do więzienia gnali.

Posłuchajcie dalej o tym Janosiku,

Jak on sobie śpiewał, kiedy był w więzieniu:

„Bywałbym se, bywał, w karczmie klenowieckiej,

Żeby mnie nie wydał Gajdosik zdradziecki.

Kiedy mnie złapali rajtary, hajduki,

Zaraz mnie oddali na okrutne męki.

Tam mi sie pytali, gdzie skarbów jaskinie,

Żebym im powiedział, to se pójdą po nie.

Alem im powiedział — żeście wy niegodni

Używać tych skarbów. Wiem o tym dowodnie,

Boście źli panowie, źli prokuratorzy,

Nie umiecie z ludźmi postępować szczerze".

W tym więzieniu ciężkim, w umęczeniu srogim

Tak on sobie śpiewał i o pomoc wołał:

„Ach klenowcy mili, towarzysze moi,

O mnie pamiętajcie, stracić mnie nie dajcie!

Jak mnie wyzwolicie, zapłacę wam dobrze,

Że będziecie mieli pamiątkę ode mnie".

Ale go nie mogli wcale wyswobodzić,

Pilnie był strzeżony, nie mogli blisko przyść.

„Zanim śmy sie w górach wszyscy poschodzili,

Już na dole w karczmie hetmana zdradzili."

„Janosik, Janosik, gdzieże twój pałasik?"

„W tym mieście Żylinie, tam wisi na klinie."

„Janosik, Janosik, gdzie twoja ciupaga,

Którąś sobie zwyrtał, gdy ci było trzeba?"

„Przez zdradę mi wzięta, z mojej silnej ręki,,

Przez gazdę mojego, com służył u niego.

Wszystko mi zabrali; wałaszkę, pałasik,

Z którym se chodziłem niby jaki pazik.

Ej, gdyby ja mógł ją w moje ręce dostać,

To tysiącu chłopów nie dałbym sie złapać!"

„Janosik, Janosik, gdzie twoja flinteczka,

Co celnie strzelała w każdego ptaszeczka ?

Janosik, Janosik, gdzie twoje pistolce

Krasno ozdabiane jak młode jaszczurki?"

„W skalistej jaskini leżą sobie w spółce:

Kłobuczek, pióreczko, koszulka, pistolce."

„Janosik, Janosik, gdzie jest twój kłobucek

I złotem, i srebrem obszywany wszystek?

Pióreczko strusiowe pięknie ozdabiane,

Koralami i perłami suto nabijane.

Kiedy go ujrzeli z dala jako świece,

To wnet szykowali juhasi żentyce."

„Janosik, Janosik, gdzie twoja koszulka

Zielona, jedwabna, złotem wyszywana,

W której jakieś leżał pod bukiem schowany

To wszyscy myśleli, że krzaczek zielony?"

„Janosik, Janosik, gdzie twój dołomanik

Z czerwonej anglije pięknie obszywany?

I twój pas jedwabny, złoty a szeroki,

Złotem nabijany, srebrem wykończany?

Na wołoską modę szumne nogawice,

Złotem wyszywane w piękne parzenice?"

„Janosik, Janosik, szkoda twoich kierpcy,

Że ich twoje nogi nie ponoszą więcej!

Janosik, Janosik, twoje żółte ciżmy,

Żebyś był nie zbijał, nie miałbyś ich nigdy!"

„Ej, wszak nie zbijałem, tylko w Białej Górze,

A co nazbijałem, dałem mojej Dorze."

„Janosik, Janosik, twoje silne ręce

Rozbijać, rabować już nie będą więcej.

Karczmarze i kupcy już bezpieczni będą,

Ciebie, Janosiku, już sie bać nie będą.

Janosik, Janosik, twoje nogi szybkie

Już nie będą biegać po górze Bystrzyckiej."

„Ani po Bystrzyckiej, ani też po Holej,

Po której biegałem w koszulce zielonej.

Ej, lasy cisowe będą już spokojne,

W nich sobie śpiewałem, kiedy byłem wolny!"

„Janosik, Janosik, gdzie są twoje skarbce ?"

„Nie powiem nikomu, tylko mojej Dorce!

Niegodni panowie nie będą ich mieli,

Kiedy mi swobody darować nie chcieli!"

„Janosik, Janosik, samowolne dziecię,

Kiebyś był nie zbijał, nie łapaliby cie."

„Chociażem ja zbijał przez te wszystkie lata,

Tom niewielu ludzi zgonił z tego świata.

Toć ja nie zbijałem chudobnych pachołków,

Lecz panów, ziemianów, złych prokuratorów,

Bo sie rozgniewałem, że z ludzi zdzierali,

Daniny zgarniali, do roboty gnali.

Gdzie przyszli, tam brali, a chłop musiał dać im

Kury, gęsi, krowy, i pieniądze płacić.

Za to panów chciałem trochę poturbować,

Aby swych poddanych przestali rabować.

Ach, gdyby mnie nie był ten Gajdosik zdradził,

Byłbym z mocy bożej cesarzowi służył.

O, użal sie, Boże, wieku tak młodego,

Że już ja sie muszę zbierać z świata tego.

Już muszę poniechać wszystkie krotochwile,

Które wyprawiałem na zielonej górze!"

„Janosik, Janosik, więcej ci nie będzie

Gajdoś grał na gajdach, na szałasach, wszędzie.

I ty już nie będziesz w szałasach przy watrach

Owiec i jałówek bić i warzyć w kotłach."

„Dawniej, gdzie przyszedłem w szałasy na hali,

To mi dość żyntycy, sera nadawali.

I moim junakom, co ze mną chodzili,

Jeść i pić dawali, ile tylko chcieli.

Już więcej nie będę skroś zielonej łąki

Tańcować i skakać z moimi pachołki."

„Szkoda cię, Janosik, że twe kapitaństwo

Już musisz poniechać, i twoje hetmaństwo."

„Bogu was polecam, towarzysze moi,

Bo już z wami chodzić nie będę po zbóju."

Toście już słyszeli bratowie, siostrzyczki,

Jak Janosik śpiewał, gdy w więzieniu siedział

Kto tę pieśń ułożył, nie był to żaden pan,

A wino, palenkę i piwo rad popijał.

Przeto, bracia mili, o tym pamiętajcie,

Gdy wam będzie śpiewać, trunku mu podajcie.

Za zdrowie śpiewaka i dobrego brata

Sami przepijajcie, śpiewakowi dajcie.

Jak pisarz swą głowę bardzo uturbuje,

Zanim jedne lub dwie pieśni skalkuluje,

Tak śpiewak swe gardło ogromnie wysuszy,

Gdy pieśń jedną lub dwie zaśpiewać wam musi.

Kto temu nie wierzy, niech idzie do prawa,

To mu tam powiedzą, że to czysta prawda.

Współpracujemy