zbojnickiegroup nalezymy

Niesztampowy pomysł na imprezę integracyjną!

Oleksa Dobosz - słynny opryszek

Ballada o Oleksie Doboszu

 

Popod Beskid zieloneńki,

Chodzi dobosz mołodeńki

Topór srogi podtrzymuje

Na swych łegni nawołuje

Hej mołojcy już wstawajcie

I prędko się obuwajcie

W postoły skórzane,

W szaty haftowane,

Bo idziemy do Dzwinki

Do kochanej jego żinki

Będziemy się grzecznie pytać

Czy nas będzie rada witać?

Czy otworzy grażdy dźwierze

I nas przyjmie na wieczerzę?

Pod dom chałupę przybywają

I do Hańci tak wołają:

Czy spisz kumciu, czy głos czujesz?

Czy wieczerzę nam gotujesz?

Choć spać poszłam ale czuję,

Lecz wieczerzy nie gotuję.

Ta wieczerza będzie inna

Na cały świat będzie słynna.

Puś nas, nie trzymaj pod drzwiami

Bo się dobijemy sami!

Nie starczy wam na to siły

By moje zamki puściły!

U mnie zamki są stalowe

Bronią mnie dźwierza cedrowe

A okna z szczerego złota,

Próbuj jeśli wam ochota!

Poczęli drzwi wyłamywać

jęły zamki odlatywać,

W końcu drzwi się otworzyły,

A w sień zbóje powchodziły.

Dźwinka celił i wypalił

I Dobosza w drzwiach powalił.

Krew buchnęła na pokoje

Woła zbój kamraty swoje:

Chodźcie do mnie towarzysze,

Bo już oddech śmierci słyszę.

Unieście mnie na topory

Zanieście do Czarnohory.

Hancu, coś mnie oszukała,

Czyś mnie nigdy nie kochała?

Jak choć trochę mnie miłujesz,

Żałobą mnie uszanujesz.

Ja żem ciebie nie lubiła,

W smutku nie będę chodziła.

Wdzieję suknie i korale,

Nie będę żałować wcale.

Nigdy się też nie zasmucę

W łoże mego męża wrócę.

Rzecze Dobosz towarzyszom,

Tu mnie buki ukołyszą,

Zostawcie mnie między niemi

Tu się wszyscy rozstaniemy.

Tutaj też mnie pochowajcie,

A me skarby zabierajcie.

I rozejdźcie się po świecie

Bo zbójować nie będziecie

Bo wasz hetman het odchodzi

A bez niego się nie godzi.

Przyszedł ojciec wnet do niego,

I o skarby pyta jego.

Idźże ojcze z oczu moich

Nie dam tobie skarbów moich!

Miast mi współczuć ojcze stary

Ty się pytasz o talary!

Przyszła matka - lamentuje,

0 skarby się dopytuje.

Wesprzyj matko w dobrym słowie

I zapytaj o me zdrowie.

Opatrz rany moje maty

Ratuj syna nie dukaty!

Rodzice się rozjechały,

Buki go pożałowały.

Korzeniem go otuliły,

Całun z liści mu zrobiły.

Taka zbójecka kariera,

Sam żyje i sam umiera.

 

Tłumaczenie i adaptacja autorska wg W. Hnatiuk

 

Legendy pro opryszkiw, za rękopisem biblioteki Ossolińskich 2411, t. II, s. 186-187, ze zbiorów I. Wahylewycz (spisano w Rozhirczu).

 

Oj! Doboszu ty pane nasz

 

Oj! Doboszu ty pane nasz

Welyka pryhoda na nas

Deż my budem zymowaty,

Toho lita litowaty?

Oj! budete zimowaty,

Toho lita litowaty

W Stanisławi na rynoczku

W tiażkich dybach, w żelizoczku.

 

Oj popid haj zełeneńki

 

Oj popid haj zełeneńki

chodyt Dobosz mołodeńki

 

taj na niżku nalehaje,

topircem sia pidperaje...

 

Oj Dowbuszu, ty pane nasz

 

Oj Dowbuszu, ty pane nasz

Wełyka bida ide na nas.

Bo hto zaraz nas obrony.

Współpracujemy